ODPOWIEDZ
40 lat/a
-- cm
autor: Joe
Awatar użytkownika
And they can say whatever, we'll be making love, I'm fucking you tonight
kazirodztwo
And when your fantasies become your legacy
Promise me a place in your house of memories


  Relacja Josepha z mężem należała do tych specyficznych, których zwykły przechodzień mógłby nie pojmować swoim małym rozumem. Dzielili ze sobą młodzieńcze lata oraz starzejącą się teraźniejszość, co dla jednych było piękne, innych wprawiając w zakłopotanie. Mężczyzna wielokrotnie słyszał, że różnice charakteru już dawno przypieczętowały śmierć tego związku, a oni rok za rokiem udowadniali jak zgryźliwe komentarze myliły się względem gorącego, nieprzemijającego uczucia.
Dopełniali się.
  Akceptowali swoje wady, przekuwając ograniczenia w nowe rozwiązania. Rzadko kiedy kłócili się światopoglądowo, jeśli w ogóle dochodziło do sprzeczek na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Smith stronił od agresywnej wymiany zdań, najczęściej ulegając woli ukochanego i kończąc tym samym burzliwy temat. Nie lubił hałasu, a jego duma z łatwością naginała się pod dyktando Princetona, bez zająknięcia akceptując kreowaną przez mężczyznę rzeczywistość.
  Mimo to, momenty słabości zdarzały się każdemu. Jak tego wieczoru, gdy Joseph obiecał szybszy powrót do domu i wczesne rozpoczęcie leniwego wieczoru filmowego po tygodniu ciężkiej, stresującej pracy. Zaplanował to perfekcyjnie, wszystko wydawało się iść po jego myśli, poza jednym nieprzewidzianym zwrotem akcji - propozycją krótkiego wyjścia na miasto z kolegami policjantami. Smith nie należał do ekstrawertycznych dusz towarzystwa, ale biorąc pod uwagę aktywny udział alkoholu w spotkaniu, nie potrafił odmówić. Jeden drink, powtarzał sobie. Jeden na godzinę.
Na kwadrans.
Jeden, dopóki nie zabrzęczał telefon z krótką, stanowczą wiadomością wysłaną przez rozeźlonego męża. Joseph dopiero wtedy ocucił się, łapiąc za torbę z ukrytym wewnątrz prezentem. Wracał taksówką, własny samochód pozostawiając pod komendą policji. Dzięki szumiącemu w głowie alkoholowi nie czuł lęku, który przechodziłby cały jego kręgosłup już od wejścia. Po paruminutowej walce z kluczami wszedł do środka, pęk rzucając na drewnianą szafkę w przedpokoju. Wybawiony i nadto zrelaksowany zataczał się w głąb przytulnego gniazdka, wołając raz po raz imię małżonka.

  Zauważył go w salonie. Klimatycznie przygaszonym, mrocznym. Na twarz Josepha wstąpił szeroki uśmiech, a po wygrzebaniu ze skórzanej torby zapakowanej w czerwony papier ulubionej perfumy Princetona, uklęknął przed nim na jego kolano chcąc wręczyć prezent prawowitemu właścicielowi.
  — Królu, przyjm ten dar na znak mojej miłości — powiedział, po chwili śmiejąc się rubasznie.


@Princeton Bennett-Smith
Bernard Hammond, Spencer Bradshaw
44 lat/a
185 cm
autor: Pretty plz
Awatar użytkownika
Brak
  Bardzo długo musiał wiele rzeczy udowadniać i robił to skutecznie, wypracowując sobie odpowiednią, trwałą opinię i pozwalając by świat wokół niego przyzwyczaił się do tego, że jego słowo jest coś warte i że go dotrzymuje. Do tego, że przykłada się do swojej pracy, jest sumienny, punktualny i odpowiedzialny. Brak uśmiechu nadrabiał kolejnym ważnym, odhaczonym z listy do zrobienia punktem, który usprawniał jego pracę i przykładał się do coraz większych ulepszeń w funkcjonowaniu konkretnych obszarów w mieście. Był wytrwały, pracowity i niezwykle uważny, wyczulony na wszystko, co mogło popsuć jego wielkie plany, co mogło odcisnąć się skazą na idealnym planie i idealnym życiu, które tak skrzętnie planował dla siebie, ukochanego Josepha i najdroższej Rosalie.
  Siedział w fotelu, a na jego oblicze padało słabe światło niewielkiej lampki, stojącej na okrągłym stoliku obok. Na blacie ułożona była również szklana popielniczka i kryształowa szklanka z whisky i lodem. Kilka kropel pary, zebranej na zewnętrznej stronie szkła, spłynęło po przezroczystych ścianach, naznaczając na nich nierówną ścieżkę i zatrzymało się na drewnie. Powinien był wziąć podkładkę, ale w tamtej chwili był zbyt rozkojarzony, by o tym pomyśleć, nawet jeżeli w normalnej sytuacji nigdy by się to nie zdarzyło. Dbał o szczegóły, o ład i porządek. W przeciwieństwie do Josepha, a przynajmniej dzisiaj, w tej chwili, kiedy słyszał już od progu jego nietrzeźwe krzątanie się, brak uwagi na głośne odgłosy, którymi zaburzał spokój tego domu, na wołanie go po imieniu raz po raz, kolejny, kolejny i kolejny.
  Princeton siedział niewzruszony, milczący, z nogą założoną na nogę, podwiniętymi rękawami koszuli, najwyższym guzikiem, tym pod szyją, rozpiętym w niby luźnym geście. Wcześniej poluzowany i zdjęty krawat przewieszony był schludnie przez jego udo, jakby na coś czekał.
  Sięgnął po szklankę, by zwilżyć usta ulubionym trunkiem, a gdy odłożył resztę na swoje miejsce, Joseph był już tuż obok, podchodząc do niego rozluźniony, z uśmiechem na ustach i zaufaniem w sercu. Poza tym dopisywał mu humor, co Prince zauważył gdy jego mąż tylko się odezwał. To nie tak, że nie miał poczucia humoru, bo gdyby tylko nie był r o z c z a r o w a n y kwestią spóźnienia, to może nawet by docenił żart, uśmiechnął się, pogłaskał Josepha po głowie, wplatając palce w jego czuprynę, a potem przyjąłby prezent i odpowiednio podziękował.
   A sobie jaką rolę nadałeś? Paź? Błazen? 一 zapytał, przekrzywiając lekko głowę, nie spuszczając z niego wzroku. Mimo, że sam właśnie wypił trochę whisky, to czuł odór pijaństwa, ciągnący się za jego mężem przez prawie cały dom. W końcu wyciągnął rękę po pakunek i obejrzał z lekkim zainteresowaniem, a gdy jego oczom ukazały się perfumy, uśmiechnął się delikatnie, ledwo zauważalnie, pod nosem i pokiwał głową. Odstawił flakonik obok swojego drinka, opuścił założona na drugą nogę na ziemię i lekko rozchylił kolana, po czym klepnął się w jedno z nich.
  Siadaj 一 powiedział tonem na pograniczu twardego, nieznoszącego sprzeciwu. Zachęcił go dodatkowo skinieniem głowy, chociaż błysk w oku mógł wydawać się nawet lekko drapieżny, tylko czy wystarczająco ostrzegawczy?

@Joseph Smith
ODPOWIEDZ

Wróć do „Retrospekcje”