ODPOWIEDZ
lat/a
cm
autor:
Awatar użytkownika
Rosalie powinna była wyczuć, że zgłoszenie się na dodatkowe zajęcia z biznesu nie będą mogły być w stu procentach dobrym wyborem. Już sama nauczycielka - nudna i kompletnie nieogarnięta powinna być dla niej czerwoną flagą. Taką mocno dającą po oczach, widoczną z kosmosu i łopoczącą na wietrze. Jednak dała się skusić swojej najlepszej przyjaciółce: w końcu jeśli miały w tym siedzieć to przynajmniej nie w pojedynkę, prawda?
Okazywało się, że jednak gówno prawda. Jej przyjaciółka zrezygnowała z zajęć w momencie w którym zorientowała się, iż pokrywa się on godzinami z jej zajęciami z aktorstwa. Powiedzieć, że Rosalie była wściekła to nie powiedzieć nic. Oczywiście stara żmija postanowiła zmusić ich do zrobienia projektu grupowego. Pewnie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że:
a) Rosalie znała w najlepszym przypadku osoby na zajęciach jedynie z widzenia (a przynajmniej tę część, która została bez grupy)
b) tych których znała lepiej już nie mogła prosić o zostanie jej grupą, bo dobrali się w inne zespoły
c) część osób Rose kojarzyła jako bananowe dzieci i prześladowców słabszych/biedniejszych uczuć i z nimi nie zamierzała wchodzić w żadne interakcje. No dobra, mogła rozważyć podstawienie im nogi na korytarzu, ale na pewno nie współpracę.
W obliczu powyższych i zbliżającego się nieubłaganie terminu złożenia projektu sklecili jakąś grupkę z Anne (jedyną normalną i bezgrupową znajomą). Rosalie nie do końca wiedziała z kim będzie miała do czynienia, ale ufała że dziewczyna nie wpakuje ich na minę. Sama dołączyła do nich cichego chłopaka, który miał głowę do cyferek i wykresów.
Tego dnia mieli rozplanować działanie. Do tej pory każdy z nich miał przygotować swoją część, którą obdzieliła ich Anne. Rosalie miała za zadanie sporządzić ankietę. Nie wnikała kto jest w grupie i jaki ma przydział. Chciała zrobić swoje i zapomnieć o tym przedmiocie.
Rozsiadła się więc wygodnie w bibliotece i wyjęła swoje notatki, ostatni raz przeglądając je i nanosząc drobne poprawki. Oczywiście zrobienie tego to była ta najbardziej łatwa część. Dzisiaj musieli wziąć się za obliczenia, scenariusze i jakiekolwiek założenia.
Z pracy nad kartkami wyrwał ją cień padający na nie. Uniosła głowę i zamarła. Los chyba jej nienawidził, jeśli ze wszystkich osób na świecie zesłał na nią tego buca.
- Naprawdę? Ze wszystkich osób w tej szkole akurat ty? - zapytała na wpół wkurzona, na wpół zrezygnowana.

@Morpheus Eaton
19 lat/a
192 cm
autor: Włóczykij
Awatar użytkownika
After everything, I’ve been through I’m still smiling not because am strong, but because I’m crazy. Now that should scare you.
#3

Zapisanie się na zajęcia z biznesu… było logicznym posunięciem. Nie to, że mam jakieś wielkie plany co do otworzenia po szkole własnej firmy lub coś w tym stylu. Nie mam właściwie żadnych planów na swoją przyszłość. Zobaczę, co przyniesie mi los. Ale skoro już muszę się na coś zapisać, niech to będzie coś, na czym się znam. Dlatego, zapisując się do nowej szkoły i wybierając zajęcia, wybrałem właśnie te. Nie przepadam ani za swoimi rodzicami, ani tym bardziej za ich znajomymi, ale od zawsze muszę wśród nich przebywać. Wśród hien biznesu, doktorów i innych “wielkich” szych. Starzy od małego ciągają nas po tych przereklamowanych imprezach swoich znajomych, więc od zawsze wiele słyszałem o akcjach, strategiach rozwojowych i innych, pokrewnych pierdołach. Musiałem słuchać tego jeszcze zanim w ogóle nauczyłem się poprawnie wymawiać własne imię. W naszym domu też zawsze głównym tematem były, i nadal są, biznes i pieniądze. Dlatego, choć o to nie dbam, wiele o tym wiem. Skoro więc pojawiła się okazja zaliczenia przedmiotu małym kosztem i wysiłkiem - nie mogłem z niej nie skorzystać. Nie lubię się wysilać, jeśli jest łatwiejsze wyjście.
Wizja projektu grupowego nie cieszy mnie ani trochę. Oczywiście, nie zgłosiłem się do żadnej grupy, mając nadzieję, że jest nas za dużo i zostanę bez zespołu. Nie udało się. Komuś brakowało jednej osoby, więc choć nie chciałem - przyłączyłem się do jednej z grup. Wypełniłem nawet przydzielone mi zadanie, choć bez większego entuzjazmu.
Do biblioteki przybywam trochę po wyznaczonym czasie, ale niespecjalnie się tym przejmuję. Gdyby w tym pierdolniku nie zakazywali palenia, może nawet zjawił bym się na czas, ale że było inaczej - musiałem wcześniej nakarmić raczka. Właściwie to nie wiem nawet, kogo mam szukać. Kojarzyłem tylko tę jedną, która zapytała, czy do nich dołączę. Jak na złość - nie widzę nigdzie jej twarzy. Chyba. Cholera, mogłem jej się lepiej przyjrzeć. Widzę jednak jedną samotną osobę, więc to w jej stronę kieruję swoje kroki. Staję na tyle blisko, by widzieć jakieś gryzmoły na kartkach. Wygląda podobnie do tego, o czym mówiła wtedy ta druga. Dopiero po chwili, słysząc niezbyt wyrafinowane pytanie, spoglądam na twarz siedzącej przy stole osoby. Skądś ją znam… Takie mam wrażenie.
- Powiedziałbym, że mi miło, ale jak widzisz, ja również nie skaczę z radości na twój widok - odpowiadam po chwili. Tak, gdzieś ją widziałem. I to chyba nie tylko na zajęciach, które w większości przesypiam. - Ty jesteś od… Anne? - pytam, gdy już odnajduję w pamięci imię założycielki grupy. Ta szczota przy stoliku nią nie jest, to już wiem. Kojarzę ją z innego miejsca.
Nie czekając na odpowiedź, odsuwam sobie krzesło, rzucam plecak na stół i siadam. Oby to się szybko skończyło. Już chce mi się palić, a nawet nie zaczęliśmy.

@Rosalie Bennett-Smith
Xavier Lennox
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bell High School”